Refleksje

Bardzo dziękuję za ostatnie (dla mnie pierwsze) spotkanie w Świątyni. Chciałam dać sobie czas, żeby się zastanowić, poczuć, czy chcę dalej iść razem z Wami. Nie jest to dla mnie łatwe, czuję opory, zawsze potrzebuję czasu, żeby się oswoić. Zwłaszcza w kręgu kobiet, na razie dla mnie obcych, to mi tak bardzo przypomina kręgi czarownic, do których zawsze czułam ogromny pociąg ale i lęk, czy się nie nadużyję, nie otworzę za bardzo, nie spalę…

Na ostatnim spotkaniu w czasie tańca padło coś o tym, że kiedyś zatańczymy nago. Pierwsza moja reakcja to był blok i chęć ucieczki, ale zaraz potem pojawiło się uczucie TAK! Ja chcę się tak otworzyć, żeby nie czuć wstydu, poczuć swoje ciało jako MOJE, nie jako narzędzie do uwodzenia, do zwodzenia, do wykorzystywania innych… Chcę poczuć, że ono jest najpierw dla mnie, a potem dopiero ewentualnie dla innych. Uwolnić się od wszelkich społeczno/rodzinnych przekazów, poczuć energię, która buduje, która karmi, która jest ciepła, która nie jest wyuzdaniem, niszczącą siłą, która nie wypala mnie i innych… I tu pojawia się myśl – jeżeli kiedyś stać mnie będzie się na rozebranie się wśród kobiet, na wspólny taniec, i nie będzie mnie to dla mnie nadużycie, będzie lekkie i karmiące, to… to to jest właśnie to…!!! To ja tego chcę! To mnie to wzrusza! Jak ćwiczenie, o którym tylko czytałam, w którym dwie kobiety kładą ręce na piersiach trzeciej, płakałam nad tekstem ze wzruszenia…

Kiedyś, w okresie bardzo burzliwych przemian w moim życiu, miałam sen. Śniły mi się stare, nagie kobiety. Piękne, wyprostowane, przechadzały się z gracją tu i tam. W butach na wysokich obcasach, czasem z kieliszkiem w dłoni. Widziałam ich nagie, pomarszczone piersi, szpakowate kędziorki włosów łonowych, ale co mnie najbardziej zdumiewało, to ich… godność, duma, swoboda, chodziły sobie wolno, z gracją, świadome siebie, takie pełne, kobiece… I jakaś część mnie wiedziała, że ja właśnie tam idę, tam mnie prowadzi moja ścieżka… No to idę.

Iza o Świątyni Shakti

Pragnę serdecznie Ci podziękować za wspaniały wieczór Walentynowy. Zapewne często spotykasz się z wyrazami wdzięczności, uznania i podziękowań za swoje działania. Jednak to co organizujesz, jest naprawdę wyjątkowe, poruszające i niezmiernie cenne. Twoje pełne zaangażowania i prawdziwego dzielenia się podejście, Twoja osobowość dodaje tym spotkaniom blasku i czaru. Za to wszystko po stokroć dziękuję.

Lida

Żałuję, że „na gorąco” nie pisałam jak to było. A było bardzo mocno, intensywnie. Początek tamtego roku był dla mnie szczególnie trudny. W czasie tych 21 dni wyrzuciłam z siebie mnóstwo żalu, pretensji, rozgoryczenia. Każdy dzień Katharsis to takie „zmierzenie się ze śmiercią”. Ale też wielkie zwycięstwa dające poczucie, że znów jestem silniejsza, że dam radę zmierzyć się z tym wszystkim, co przyszło jako moje doświadczenie. Myślę, że byłoby mi dużo trudniej przejść przez ten czas w pojedynkę. No właśnie. Bo to też szczególne – ten czas razem. Mężczyźni i kobiety. W naszych słabościach. W naszej Mocy. Kochani, ten warsztat to wyzwanie, które pozwoli Wam znaleźć w sobie Moc, o którą siebie nie podejrzewacie.

Kasia o KATHARSIS

W Katharsis wg OSHO najbardziej podobał mi się rytm. Codziennie o tej samej porze, codziennie to samo – i tak przez 21 dni. Mam wrażenie, że wczesna pobudka, przejazd budzącym się do życia miastem stawały się częścią medytacji, tak samo dzień, który następował po niej. Rytm i struktura sprawiały, że mój dzień trwał dłużej i był lepiej zorganizowany. Wyskakany i wykrzyczany, zostawiałem ciężki bagaż za sobą i lżej było mi iść dalej. Zamiast kawy – medytacja OSHO, można by uprościć tę relację. Jednak kawa i rozmowy po medytacji też miały duże znaczenie, też stawały się rytuałem. Medytacja porządkowała moje życie. Poza tym odkryłem podczas niej swoje dłonie i jak mało im poświęcam uwagi, że nie sięgam nimi po rzeczy dla mnie ważne. Takich odkryć było więcej, moje ciało stało się dzięki niej bardziej ożywione. Myślę też, że pozwoliła mi przygotować się do trudnych wydarzeń, które potem nastąpiły, a może była ich częścią…

Marcin o KATHARSIS

Mój udział w tej medytacji był dla mnie wyjątkowy z kilku powodów. Medytację ćwiczyłam wraz z grupą przez…Skypa, gdyż mieszkam w Szczecinie. Internetowy udział, mogę powiedzieć że wręcz bardziej mnie mobilizował do porannego wstawania niż było to na żywo. Zaskoczyło mnie moje z dnia na dzień coraz większe zaangażowanie w medytację i wstawanie o prawie 2 godz. wcześniej co stało się nawykiem do tej pory. Pamiętam największe zaskoczenie jednego dnia kiedy to poczułam, że to co oczywiste, nie jest takie oczywiste jak mi się wydawało np.twardą podłogę po której skakałam odczuwałam jak miękki materac a w bólu odkryłam wzruszenie. Zapisywałam swoje odczucia po medytacji, co po paru miesiącach dało mi możliwość skonfrontowania tego co zaczęło dziać się w moim życiu. Zmiany były różne: delikatniejsze, mocniejsze po prawdziwe Katharsis:) Odeszło z mojego życia parę osób, w ich miejsce przyszły nowe z zupełnie inną jakością. Przyszła odwaga wyrażania siebie i swoich uczuć i najważniejsze przyznanie się przed samą sobą, że wcale wszystko nie jest w moim życiu super i że ze wszystkim daję radę, a tym samym pozwolenie sobie w końcu na poczucie słabości i bezradności – ależ to uwalnia:)

Dorota o KATHARSIS

Wczoraj przeżyłam jedno z najpiękniejszych spotkań z moimi piersiami, a zarazem z jakościami, które są z nimi związane. Jak dotąd lubiłam je, zawsze mi się podobały i byłam w kontakcie z nimi.

Jednak cały dzień uważności na piersi, troszczenia się o nie, masowania i czułego dotykania sprawił, że poczułam zupełnie nowe aspekty. Nieznana mi wcześniej słodycz zalała całe moje ciało, stałam się delikatna i receptywna…

Zrozumiałam, że piersi w naszej kulturze traktowane są niemal zupełnie przedmiotowo.To powód do dumy lub skrywana wstydliwie część kobiecego ciała. Miejsce kojarzone z chorobami, a więc często napiętnowane lękiem. Nierzadko męskie trofeum.

Więc ja namawiam się, zachęcam Cię i zanęcam – jeśli jesteś kobietą, naucz się dbać o swoje piersi, troszczyć o nie, czule masować i dotykać. Sprawdź, czego potrzebują. Z czasem poczujesz, jak wychodzą z odrętwienia i zaczynają ożywać na bardzo delikatnym poziomie. Wtedy pewnie zachwycisz się nimi w nieznany Ci dotąd sposób. I zadbaj o to, by Twój mężczyzna nauczył się zajmować się Twoimi piersiami w niezwykle czuły, delikatny sposób.

Jeśli jesteś mężczyzną, sprawdź jak to będzie, kiedy zaczniesz traktować piersi ukochanej jak świętość. Pochyl się i zatrzymaj nad nimi… i zamiast szybko i gwałtownie je pobudzać – daj im dotyk pełen czułości i uwielbienia…

Iza o Celebracjach Kobiecości – PIERSI – piękno i moc kobiety

Przespałam w końcu spokojnie noc.  Obudziłam się świadoma tego co odpadło na wczorajszym warsztacie – tego co pęta tak mocno umysł, ciało i duszę, że nie pozwala oddychać, kochać i czuć rozkoszy życia… To był zaledwie trzygodzinny warsztat, a dotknęłam istoty wszystkiego, co po prostu NIE DAWAŁO MI ŻYĆ. Czuję ogromną wdzięczność za Twoją Obecną-Obecność, wsparcie, wiedzę, uważność i miłość. Dziewczyny – w kręgach kobiet jest niewyobrażalna MOC – ocean wsparcia, miłości, siły. Dziękuję. 

Kasia o Świątyni Kobiecej Esecji  

Moc jest i to jaka !! Dziś wsłuchuję się w ciszę we mnie, czule głaszczę i przytulam, raduję się każdym oddechem  Czuje miłość cała sobą !

Magda o Świątyni Kobiecej Esencji

A co zrobiłaby miłość?…

Z takim właśnie pytaniem w sercu wróciłam właśnie z warsztatów „Wędrówka Bohaterki” prowadzonych przez Sonię. Hmm…  to już moja druga wędrówka , bo pierwszą odbyłam 2 lata temu na „Wędrówce Bohatera”.  Po tych 2 latach znowu poczułam wielką chęć „bycia w drodze” i jak się okazało to była już zupełnie inna podróż i inna Ja.

To był cudny czas i miejsce, aby uświadomić  sobie, jak wielkie zmiany zaszły we mnie przez te lata a jednocześnie dotknąć ( dosłownie i w przenośni)  tylu  aspektów mojej kobiecości. A najbardziej cieszy mnie to, jak szeroko otworzyło się moje serce. Teraz jest w nim miejsce na miłość, wybaczenie i współodczuwanie. To wspaniałe uczucie! 

To potwierdza tylko moja teorię ,że po każdym warsztacie człowiek chce więcej ,mocniej, intensywniej …  doświadczać , czuć i w końcu  puszczać to co zbędne.

Dla mnie było także spotkanie ze Wspaniałymi Kobietami, to niesamowite ile ciepła i serdeczności otrzymałam w ciągu tych 7 dni. A co zrobiłaby miłość?  Podziękowałaby… Zatem dziękuję Ci  Soniu za cudowną atmosferę i wielkie wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Dziękuję Ci Doris za Twój nieustanny uśmiech i cudowne poczucie humoru. Dziękuję wszystkim Bohaterkom za wspólna Wędrówkę.

Tatiana ( vel Soczysta Zielona Namiętność )

 

Brałam udział w wielu warsztatach rozwojowych. spotkanie z Sonią było jedyne w swoim rodzaju. Sonia jest dla mnie bardzo spójna w tym kim jest i czego uczy. Miłość, szacunek, bezpieczeństwo – te trzy słowa opisuja to kim jest i w jaki sposób pracuje. Masaz tantryczny okazał się być brakującym puzzlem w mojej układance „miłość-monogania-otwarty związek-relacje z męzczyznami”. Sonia uczy jak być w relacji z drugim człowiekiem poprzez piekny, subtelny, pełen szacunku dla granic drugiej osoby, dotyk. Rozpływałam sie na tym warsztatcie z jednej strony, z drugiej strony nauczyłam się konkretnych rzeczy. Polecam.

Monika

 

Z dużym przerazeniem i jednoczesnie ciekawoscia przyjechalismy razem na warsztat nie wiedząc czego mamy oczekwiac.  Nie zabrało wiele czasu żeby wejść w sedno sprawy i odbyć niesamowitą podróż, stosunkowo blisko od domu.  Czuliśmy  sie zjednoczeni z fantastyczną grupą ludzi – czułych, wrażliwych i zainteresowanych tym co my – życiem z emocjami i pozytwną energią.  Sonia pozwolila nam poczuć  – tak naprawde wszystkim potrzebną – wolność od innych, która pozwala na zbliżenie sie do wlasnej duszy.  Cieszymy się ogromnie z przeżycia i żal nam ze ta przygoda tak szybko przemineła, nawet nie wiemy kiedy. Jesteśmy rownocześnie swiadomi tej przygody i spokojni, bo wiemy,  ze na warsztaty Soni wrocimy….

Sebastian

 

Jestem pod dużym wrazeniem wszystkiego co zadzialo sie na warsztacie i bardzo Ci dziekuję za prostotę z jaką nam przekazywałaś pierwsze tajniki do wiedzy tantrycznej. Dzielimy sie nia z przyjaciolmi na tyle na ile pozwalaja nam słowa – zachowując pewna ostrożność, jednak spontanicznie i z radoscią. Stworzyłaś fantastyczną atmosferę, dzieki której uwolniła sie we mnie nowa energia i nowe spojrzenie na świat wokół mnie. Czuje, ze to dopiero poczatek drogi, a juz teraz jestem pełna energii na o wiele bardziej skoncentrowane dzialanie. 

Justyna

 

 Na warsztatach tantry spotkałam się ze sobą – po raz pierwszy poczułam siebie, swoje ciało, pozwoliłam sobie na swobodne oddychanie. Doświadczyłam bycia sobą w pełni – zobaczyłam, że nie muszę uciekać przed uczuciami, które pojawiają się we mnie. Dopiero gdy odważyłam się przeżyć smutek, złość i wyrazić je w aktywnych medytacjach, uwolniłam się od nich. I doświadczyłam wolności, bo jak mówisz Soniu wolność zaczyna się wtedy gdy wszystko wita się jednakowo. Od warsztatów minęły dwa miesiące, a ja mam dobry kontakt ze sobą, lepsze relacje z ludźmi, swobodnie oddycham i mam mniej napięcia w ciele, za co bardzo Tobie dziękuję.

Ania

 

 Czuję się szczęśliwa. Cieszę się, że jestem kobietą! Doceniam bycie kobietą! Szanuję siebie, swoją przesłodką naturę. Upajam się w swojej obecności. Rozkoszuję się sobą. Mam wrażenie, że mogłabym się rozpłynąć w tej miłości i błogości.  W otoczeniu przewspaniałych kobiet mogłam rozwinąć swoją własną kobiecość. Poznać swoją piękną i jednocześnie niezwykle silną kobiecą naturę. Była to dla mnie niezwykła podróż do własnego ciała, po własnym ciele. Sięganie do kobiecości i muskanie jej delikatności, wzbudzanie jej siły i zanurzanie się w jej pięknie. Po raz pierwszy w życiu naprawdę w głębi siebie cieszę się, że jestem kobietą! Dzięki temu spotkaniu pozwoliłam sobie na miłość do samej siebie – co jest niezwykłym uczuciem, piękną przygodą, która trwa… i chcę, żeby trwała. Play przygodo! Teraz czas na mnie i dla mnie!  

Arletta

 

 Trudno opisać słowami,jak zmienił moje życie warsztat KWIAT LOTOSU. Mam wrazenie, że wróciłam do zródła, odzyskałam kontakt z ciałem, a ono odzyskało kontakt z przyrodą. Bogactwo doznań, smaków, zapachów, emocji, jakie się przede mną otworzyło jest przecudowne. Od dzisiaj żyję TANTRYCZNIE.

Zosia

 

 Minął już ponad tydzień od warsztatów. Wydaje się, że to był sen, że te wszystkie odczucia były tak nierealne, ale przecież były. Jesteś niezwykłą osobą, w tak delikatny i subtelny sposób potrafiłaś pokierować grupą nieznanych sobie osób, by otworzyły się na swoją intymność. Piękne, niewypowiedziane wrażenia. Jak wiesz wcześniej nie wiedziałam nic o tantrze. Ty, pozwoliłaś ją poczuć. Tak jak już Tobie mówiłam, robisz coś niesamowitego, „otwierasz” serca ludzi. Budzisz w nich ich naturalne piękno, akceptację swojego ciała i ciała drugiej osoby. I to wszystko w wielkim poszanowaniu i godności. Aż głębiej odetchnęłam pisząc te słowa. Oddech, tak wiele razy zwracałaś nam uwagę, by był świadomie pogłębiony. Nie zawsze zwracam na niego uwagę, ale chyba oddycham lżej i wzdycham od czasu do czasu. Jak wiesz przede mną decyzja co dalej robić w życiu. Jeszcze nie wiem, ale po warsztatach ufnie czekam, akceptując ten stan stagnacji „Wszystko jest dobre”- powiedziała karta.

Dorota

 

 Jeszcze raz dziękuję Ci za wszystko, co dzięki Tobie zdarzyło się na warsztatach. Tak było naprawdę, chociaż teraz wydaje się to nieprawdopodobne i sam nie mogę w to uwierzyć, że tak się zadziało. Sama wiesz, że na to brak słów i nic nie zdoła opisać tych wspaniałych chwil, które przeżyłem. Dla mnie to był dosłownie inny wymiar istnienia, nieporównywalny z niczym innym, chwile odczuwania swojej boskości i obcowania z boskością drugiej istoty, całkowitego zatracenia granicy między ja i nie ja, fizyczne i duchowe zlanie się w jedno, bezforemne i bezczasowe istnienie, zaistnienie i bycie czystą miłością.

Jacenty

 

 Wiele lat czekałam na takie właśnie spotkanie z Tantrą jak Ty to cudownie poprowadziłaś. Nasze spotkanie warsztatowe wniosło w moje  zycie wiele pozytywnych zmian. Teraz już wiem czym jest tantra – chociaż odziubinkę liznęłam tej prawdy życia. Przeżyłam wspaniałe chwile, chociaż nie była to bułka z masłem. Cudownie mnie przeprowadziłaś przez moją transformację, zaopiekowałaś się mną, mogłam bezpiecznie puścić moje emocje. Poza tym jestem Ci niezmiernie wdzięczna na pomoc w pracy z trzecią czakrą – aaaa… mocy przybywaj!!! Bardzo mi to pomaga. Wielkie dziękuję!!! Zamierzam kontynuować moją ścieżkę tantry za twoim przewodnictwem. Soniu KOCHAM CIĘ!

Magda

 

 Soniu, chcę Ci podziękować za ten warsztat, nie przypuszczałem że tantra może być czymś tak pięknym i wspaniałym, tym bardziej cieszę się i jestem wdzięczny, że przygodę z nią rozpocząłem właśnie pod Twoimi skrzydłami 🙂

Damian

 

 Po raz kolejny (pierwszy raz na Babskim Lecie) miałam okazję uczestniczyć w warsztacie prowadzonym przez: Sonię A. Bednarek i Bożenę Pierga. Przyznam, że poprzeczka z poprzedniego razu była postawiona tak wysoko, że z ekscytacją, ale i lekkim niepokojem czekałam na to spotkanie. Tym razem tematem był:  „Wieczór z tantrą – miłosne piękno kobiety”I oczywiście okazało się że było jeszcze lepiej niż zapamiętałam to z najlepszych wspomnień! Od początku dało się wyczuć przytulną kameralną atmosferę, życzliwość i otwartość grupy. Samo miejsce, w którym odbywał się warsztat, dawało niesłychane poczucie bezpieczeństwa. Do tego przygaszone światło i delikatna muzyka..a za oknem śnieg..czego chcieć więcej? Okazuje się, że można chcieć duuużo więcej i my (uczestniczki) to otrzymałyśmy!  Przez ponad 3 godziny skupiałyśmy się na swoich potrzebach i odczuciach, w kilku bardzo prostych jakby się wydawało ćwiczeniach (patrzenie w oczy, uważne próbowanie różnymi zmysłami, wizualizacje) mogłyśmy odkryć bardzo wiele nowych wątków dotyczących własnej osoby… Dla mnie przełomowe okazało się ćwiczenie w tańcu, wyrażające tak wiele emocji o których istnieniu albo nie wiedziałam albo zapomniałam. Kolejny raz nie mogłam przestać myśleć o ty co wydarzyło się w trakcie warsztatu jeszcze przez kilka dni… a mam przeczucie że to jeszcze nie koniec a początek pracy nad sobą… Dziękuję za piękny czas i inspirację, niewątpliwie pozostanę wierną uczestniczką spotkań z tym duetem 😉 Polecam!

Ania

 

 Obudziłaś moje ciało, obudziłaś moje łzy, obudziłaś miłość i popłynęła. Taki cudowny świat, w którym każdy człowiek jest piękny i można widzieć jego piękno, nawet kiedy jest głęboko ukryte. Czy to Shakti? Ta, która płynie przez Ciebie miłością i spokojem? Choć nigdy Jej sobie nie uświadomiłem bardzo do Niej tęsknię. Płyniemy!

Antoni

 

 Chodzę do Soni na indywidualne sesje tantry od kilku tygodni i widzę w sobie niezwykłe zmiany. W pracy, którą tam wykonuję rozpuszczają się moje najsilniejsze blokady i czuję, widzę że stopniowo wracam do życia Pełnią. Jest to dla mnie wielka przygoda, każda sesja jest zaskoczeniem. Ufam Soni coraz bardziej i jestem gotowa na więcej.

Małgosia

 

 Spotkanie z Sonią było jak przejście przez tajemnicze drzwi. Czeka nas za nimi świat z jednej strony nowy, nieodkryty, pełen nienazwanych emocji, niedoświadczonych wcześniej sytuacji, wrażeń, zachowań a z drugiej tak bliski, znajomy, bezpieczny i niesamowicie ciekawy. Tajemniczym „drzwiom” przyglądałam się kilka lat. Wiedziałam, że są. Znałam ludzi, którzy odważyli się pociągnąć za klamkę, czytałam artykuły i wyobrażałam sobie siebie tam, po drugiej stronie. Miałam w sobie jednocześnie ogromną ciekawość ale i głęboko zakorzeniony lęk…przed zmianą? A może przed tym, jaka jestem na prawdę i czego się o sobie dowiem? Tak długo pielęgnowałam różne cechy, emocje, wyobrażenia na swój temat. Miałam wizję siebie w świecie, w rodzinie, w związku. Tak sobie narzekałam, cierpiałam  i najwygodniej byłoby mi przy tym pozostać,  nauczyć się tak funkcjonować. Na szczęście mój wrodzony pociąg do sytuacji trudnych i niewygodnych oraz pojawianie się w odpowiednim miejscu z odpowiednimi ludźmi, sprawiły, że jedyne co mogłam zrobić to otworzyć „drzwi” albo oszaleć. Zaczęłam od szaleństw! Pchana nieznaną mi siłą pokomplikowałam sobie w życiu tak, żeby nie mieć już odwrotu.

– Teraz albo nigdy, nie mam nic do stracenia! – pomyślałam i nieśmiało zapukałam, a drzwi same otworzyły się na oścież i świat za nimi pochłonął mnie całkowicie. W zalanym światłem, przytulnym pomieszczeniu siedziała Sonia, drobna, delikatna, ubrana w beże kobieta, mówiąca  miękko, lekko i bardzo spokojnie. 

– Co mogę dla Ciebie zrobić? – zapytała. Trudne pytanie, bo sama nie wiedziałam po co do niej przyszłam. Jedno wielkie pomieszanie w głowie.

 – Chcę być sobą, chcę odkryć moc, nie bać się głęboko schowanej dzikiej, kobiecej natury, nie bać się życia, usłyszeć swój głos, rozkochać cały świat, poczuć się pełną, kompletną osobą. – to właśnie czułam, to pragnienie jest we mnie obecne każdego dnia.

Po pierwszym indywidualnym spotkaniu było mi mało i pojechałam na sylwestrowy warsztat tantryczny. Kilka dni medytacji, ćwiczeń, tańca, masaży, bycia z z obcymi ludźmi bardzo blisko, bycia blisko ze sobą…coś zaczęło się zmieniać, ruszyły jakieś procesy. Raz czułam się dobrze, byłam szczęśliwa, potem nagle pojawiały się lęki, bunt, panika i myśl o ucieczce. Tylko przed kim i przed czym? Ileż można uciekać?

– Nooo Ewelina, nikt nie mówił, że będzie lekko, i nikt nie gwarantował, że da ci instrukcje obsługi życia. Albo w to wejdziesz cała i pozwolisz sobie na te wszystkie trudne emocje, albo zakopiesz się pod kołdrą i będziesz płakać, histeryzować i obwiniać innych, że Cię nie rozumieją i  nie chcą pomóc. – tak mniej więcej wyglądał mój wewnętrzny, niekończący się dialog ze sobą.  Pod wpływem tych rozmów pojawiła się we mnie niezgoda na bierność. Ciało rwało się do działania. Nie mogłam spać, usiedzieć w jednym miejscu, coś mną targało i nie dawało spokoju. I wtedy pojawił się pomysł Sonii, aby przeprowadzić medytację dynamiczną Osho. Codziennie rano, przez godzinę mielibyśmy spotykać się w grupie i robić ”różne dziwne rzeczy” i tak bez przerwy przez 21 dni. To dopiero wyzwanie!

– Chcę, nie chcę, dam radę, nie dam, tak, nie, co za głupota, po co mi to – w głowie kotłowały się strzępki opowieści uczestników przeróżnych tantrycznych warsztatów – Ci tantrycy są szaleni, nie wiadomo po co te warsztaty, krzyczą, skaczą, wiją się po podłodze, rozbierają…czy ja tego potrzebuję? Czy o to mi chodzi? I czemu niby miałoby to służyć? Cała moja głowa od środka wyglądała jak jeden wielki znak zapytania. Mam wrażenie, że było to widać też na zewnątrz, taka jakaś nieokreślona byłam, niekształtna, niedopowiedziana.

– Muszę to przejść chociażby po to, żeby znak zapytania przeobraził się w wykrzyknik! Tak, zrobiłam to, doświadczyłam, wiem jak to jest, wiem co mi to dało…albo czego nadal mi brak!!!!

Podjęłam wyzwanie. W małej, przesympatycznej grupie spotykaliśmy się codziennie rano przez 21 dni. Ojjj, działo się! Od ukończenia medytacji minęło dopiero kilka dni więc nadal cała jestem takim wykrzyknikiem! To czego doświadczałam każdego dnia to jak wielka podróż do środka, wywinięcie się na lewą stronę, pociąganie za wystające sznurki i sprawdzanie co się wydarzy. Zaczynam w końcu widzieć co tam się dzieje i po co mi są te wystające sznurki i to jest niesamowite. Usłyszałam swój głos, poczułam swoją kobiecość, pozwoliłam sobie na przeżycie wielu trudnych uczuć, próbowałam je jakoś wyrazić, wyciągnąć z siebie. I Sonia ciagle przy tym była, czujna i uważna. Czasem się śmiałam, innym razem płakałam. Raz byłam silna raz słaba, przez chwilę czułam się jak mała dziewczynka potrzebująca opieki by za moment przeobrazić się w pełnokrwistą kobietę, namiętną, świadomą swojej atrakcyjności. I wiem już z jakiego powodu ma się ochotę zrzucić z siebie ubranie podczas tańca czy medytacji. Sami się przekonajcie! 

Dziękuję Sonii, że siedziała spokojnie za tymi drzwiami i  na mnie czekała, że pomogła mi zrobić pierwsze kroki. Okazało się, że nie zawsze jest taka delikatna i potrafi poruszyć czuły punkt, ale  nawet jak początkowo zaboli, to finalnie spowoduje ogromna ulgę. I dziękuję tym wszystkim, których przy okazji poznałam…niesamowicie ciekawe osoby, nieprzypadkowe spotkania, bardzo znaczące. To dopiero początek drogi. Jest jeszcze dużo do zrobienia. Czuję, że to dobra droga i chcę więcej!

Ewelina

Subscribe to our newsletter

 

Subscribe to our newsletter

 

Subscribe to our newsletter